Przeszłość i historia to najpotężniejsze filary naszego istnienia - Szkoła Podstawowa Integracyjna im. Henryka Sienkiewicza
Opcje widoku
Ikona powiększania tekstu
Powiększ tekst
Ikona pomniejszania tekstu
Pomniejsz tekst
Ikona zmiany kontrastu
Kontrast
Ikona podkreślenie linków
Podkreślenie linków
Odnośnik do Deklaracja dostępności
Deklaracja dostępności
Resetowanie ustawień
Reset

Przeszłość i historia to najpotężniejsze filary naszego istnienia

Dzisiejszy dzień sprawiał wrażenie idealnego.

Nieskalane żadnÄ…, choćby najmniejszÄ… chmurkÄ… niebo wraz z nieprzerwanie grzejÄ…cym sÅ‚oÅ„cem powitaÅ‚o mnie od razu, gdy tylko dzisiejszego ranka otworzyÅ‚am oczy.

Przez okno do moich uszu dobiegaÅ‚y wesoÅ‚e rozmowy dzieci bawiÄ…cych siÄ™ na placu zabaw, od czasu do czasu przeplatane pociesznymi Å›piewami ptaków, a ja poczuÅ‚am siÄ™ jak w beztroskiej reklamie pasty do zÄ™bów albo proszku do prania, w których zazwyczaj przedstawiona rzeczywistość jest bez żadnej skazy i nikt nie ma powodów do zmartwieÅ„.

Zapewne wiÄ™kszość nastolatków spÄ™dzaÅ‚a to upragnione, sobotnie popoÅ‚udnie w gronie swoich przyjacióÅ‚ i cieszyÅ‚a siÄ™ wyczekiwanÄ… przez powoli wlokÄ…cy siÄ™ tydzieÅ„ wolnoÅ›ciÄ….

Albo i nawet wrÄ™cz przeciwnie – siedzieli przez caÅ‚y dzieÅ„ w domu i delektowali siÄ™ tym sÅ‚odkim poczuciem chwilowego spokoju, od rana do wieczora oglÄ…dajÄ…c swoje ukochane seriale i sÅ‚uchajÄ…c ulubionej muzyki.

Byłam też ja.

ZmÄ™czona i Å›piÄ…ca, marzÄ…ca o tym, żeby z powrotem zakopać siÄ™ po czubek nosa w cieplutkiej koÅ‚drze i powrócić do krainy Morfeusza.

Tymczasem szykowaÅ‚am siÄ™ do wyjÅ›cia na spotkanie z kobietÄ…, której nigdy wczeÅ›niej nie miaÅ‚am okazji widzieć.

Wszystko w ramach nieuniknionego projektu do szkoÅ‚y, bo tak naprawdÄ™ bez rozmowy z kimÅ› takim, jak ona, nie mogÅ‚am doprowadzić go do koÅ„ca.

Westchnęłam cicho, po raz ostatni spoglÄ…dajÄ…c w swoje lustrzane odbicie.

Czarna torba zwisaÅ‚a z mojego ramienia, prawie zlewajÄ…c siÄ™ z ciuchami w tym samym kolorze.

Odgarnęłam czerwone, krótkie wÅ‚osy opadajÄ…ce mi na twarz i oderwaÅ‚am zmÄ™czone spojrzenie od swojej sylwetki, wreszcie kierujÄ…c siÄ™ w stronÄ™ drzwi.

Pomimo, że nie narzuciÅ‚am sobie zbyt szybkiego tempa, i tak dotarÅ‚am na miejsce szybciej, niż siÄ™ spodziewaÅ‚am.

Jako, iż wyszÅ‚am z domu zbyt wczeÅ›nie, pozwoliÅ‚am sobie na krótki spacer, podczas którego ze sÅ‚uchawkami w uszach caÅ‚kowicie zatraciÅ‚am siÄ™ we wÅ‚asnych myÅ›lach, krążących wokóÅ‚ najróżniejszych tematów.

ZaczynajÄ…c od muzyki, podążajÄ…c przez nadchodzÄ…cy sprawdzian z angielskiego i koÅ„czÄ…c na wyobrażeniu sobie kobiety, z którÄ… zaraz miaÅ‚am stanąć twarzÄ… w twarz.

Nigdy wczeÅ›niej nie miaÅ‚am z niÄ… kontaktu, ale byÅ‚a ona znajomÄ… mojej babci, co umożliwiÅ‚o nam spotkanie.

ZawahaÅ‚am siÄ™ w momencie, gdy moja rÄ™ka powÄ™drowaÅ‚a do wbudowanego w Å›cianÄ™ dzwonka.

PrawdÄ™ mówiÄ…c, od kiedy pamiÄ™taÅ‚am, spotkania z ludźmi mnie stresowaÅ‚y, zwÅ‚aszcza, jeÅ›li chodziÅ‚o o osoby, które miaÅ‚am zobaczyć po raz pierwszy.

Nawet nie zorientowaÅ‚am siÄ™, kiedy automatycznie i niemalże instynktownie nacisnęłam szary, plastikowy przycisk.

ChwilÄ™ później dÄ™bowe drzwi powoli siÄ™ uchyliÅ‚y, a zza nich wyjrzaÅ‚a starsza pani i szeroko uÅ›miechnęła siÄ™ na mój widok.

OdwzajemniÅ‚am gest i widzÄ…c jej zapraszajÄ…co wyciÄ…gniÄ™tÄ… dÅ‚oÅ„, niepewnie postawiÅ‚am pierwszy krok w mieszkaniu.

– DzieÅ„ dobry – przywitaÅ‚am siÄ™ grzecznie i Å›ciÄ…gnęłam ciemne trampki, nastÄ™pnie podążajÄ…c za niÄ… do salonu. W odpowiedzi dostaÅ‚am delikatne skiniÄ™cie gÅ‚owÄ….

– Masz może ochotÄ™ na herbatÄ™? Tym razem to ja przytaknęłam i zajęłam miejsce na podstarzaÅ‚ej sofie, okrytej kocem w kratkÄ™.

Podczas gdy gospodyni przygotowywała nam obu coś do picia, ja rozglądałam się ciekawsko po mieszkaniu, wzrokiem badając każdy jego zakamarek.

Nie byÅ‚o duże. Nawet nie spodziewaÅ‚am siÄ™, że mogÅ‚oby takie być, majÄ…c na uwadze to, że pani Nadzieja mieszkaÅ‚a sama (nie wliczajÄ…c w to dwóch kotów, które jej towarzyszyÅ‚y).

Poza tym na Å›cianach widniaÅ‚o wiele czarno-biaÅ‚ych fotografii w ramkach, niektóre, leżąc na póÅ‚kach, byÅ‚y rozsypane luzem.

Wzdrygnęłam siÄ™, czujÄ…c, jak o moje nogi ociera siÄ™ jakaÅ› puchata kulka, którÄ… okazaÅ‚ siÄ™ być piÄ™kny, biaÅ‚y pers.

Nie mogÅ‚am powstrzymać cisnÄ…cego siÄ™ na usta uÅ›miechu, tak samo ciężko byÅ‚o zatrzymać mojÄ… rÄ™kÄ™, która natychmiast znalazÅ‚a drogÄ™ do pogÅ‚askania jasnego jak Å›nieg futerka.

Wydawało się być takie miękkie.

Musiałam to sprawdzić.

– Chyba ciÄ™ polubiÅ‚. – Spokojny, nieco zachrypniÄ™ty, kobiecy gÅ‚os sprawiÅ‚, że na chwilÄ™ przestaÅ‚am pieÅ›cić to pocieszne zwierzÄ…tko, co wywoÅ‚aÅ‚o u niego cichy pomruk.

– No wiÄ™c od czego chcesz zacząć?

– Najlepiej od poczÄ…tku – zaÅ›miaÅ‚am siÄ™, choć tak naprawdÄ™ nie byÅ‚am pewna, który temat poruszyć jako pierwszy.

Po cichu liczyÅ‚am na to, że moja rozmówczyni jakoÅ› zainicjuje dalszÄ… rozmowÄ™, starajÄ…c siÄ™ uniknąć niezrÄ™cznej ciszy.

Pani Nadzieja zanurzyÅ‚a usta w nadal parujÄ…cej cieczy, odczekaÅ‚a chwilÄ™, a później zaczęła mówić.

– SÅ‚yszaÅ‚aÅ› może, moja droga, o czymÅ› takim, jak akcja „WisÅ‚a”? ZmarszczyÅ‚am brwi, szukajÄ…c w gÅ‚owie odpowiedniej definicji do tego sÅ‚owa, jednak jedyne, co przychodziÅ‚o mi na myÅ›l, to rzeka pÅ‚ynÄ…ca przez naszÄ… stolicÄ™, ale, jak mniemam, nie o tym byÅ‚a mowa.

Pokręciłam przecząco głową.

– Otóż, gdy po wojnie odzyskaliÅ›my utracone wczeÅ›niej ziemie, a na wschodzie osiedliÅ‚o siÄ™ wielu UkraiÅ„ców, szybko zaczÄ™to obierać dziaÅ‚ania przeciwko nim

– powoli wyjaÅ›niÅ‚a, nie przerywajÄ…c przy tym ze mnÄ… kontaktu wzrokowego.

– Starano siÄ™ zlikwidować UkraiÅ„skÄ… PowstaÅ„czÄ… ArmiÄ™ poprzez rozsiedlenie skÅ‚adajÄ…cych siÄ™ na niÄ… ludzi na terenie naszego kraju, ale prawda byÅ‚a taka, że zabierano wszystkich.

– PaniÄ… też? Nim zdążyÅ‚am siÄ™ zorientować, pytanie samo opuÅ›ciÅ‚o moje usta. PoczuÅ‚am, jak palÄ… mnie policzki i skarciÅ‚am siÄ™ w duchu za swojÄ… Å›miaÅ‚ość.

– Mnie też – odparÅ‚a.

WidzÄ…c jej pokojowÄ… minÄ™, trochÄ™ siÄ™ uspokoiÅ‚am i odetchnęłam cicho, sÅ‚uchajÄ…c dalszej wypowiedzi.

– To byÅ‚o tak nagÅ‚e. Nikt siÄ™ niczego nie spodziewaÅ‚, oni po prostu wpadli do naszych mieszkaÅ„ i kazali nam siÄ™ pakować.

Dziewczyna po raz kolejny spojrzaÅ‚a w oczy swojemu ukochanemu, nie mogÄ…c powstrzymać cisnÄ…cego siÄ™ na usta uÅ›miechu.

Oboje byli dla siebie wszystkim; caÅ‚y Å›wiatem albo i wszechÅ›wiatem, pierwszÄ… i – jak siÄ™ wtedy wydawaÅ‚o – najprawdziwszÄ… oraz najtrwalszÄ… miÅ‚oÅ›ciÄ….

Brunet zamknÄ…Å‚ swój skarb w szczelnym uÅ›cisku, caÅ‚ujÄ…c jÄ… jeszcze w czubek gÅ‚owy na pożegnanie. – Do zobaczenia – powiedziaÅ‚a, gdy wreszcie udaÅ‚o jej siÄ™ od niego oderwać.

Z wielkim zadowoleniem i poczuciem ciepÅ‚a gdzieÅ› w okolicach serca odwróciÅ‚a siÄ™ i radosnym krokiem skierowaÅ‚a w stronÄ™ domu.

Nic nie zwiastowało tego, co miało się wydarzyć. Nawet pogoda.

Choć może wÅ‚aÅ›nie ten nagÅ‚y spokój i harmonia w przyrodzie miaÅ‚y jakoÅ› ostrzec jÄ… przed nadchodzÄ…cÄ… burzÄ….

Niczego nieÅ›wiadoma blondynka przekroczyÅ‚a próg domu, witajÄ…c siÄ™ skiniÄ™ciem gÅ‚owy ze swojÄ… siostrÄ… oraz matkÄ….

Nigdy nie miaÅ‚a okazji osobiÅ›cie poznać swojego ojca, ale bÄ™dÄ…c otoczona takim ogromem miÅ‚oÅ›ci, jaki dostaÅ‚a od swoich najbliższych, nie odczuÅ‚a tego szczególnie bardzo.

Zawsze powtarzała, że nie zamieniłaby tego na nic innego, bo była po prostu szczęśliwa.

UsiadÅ‚a w niewielkim salonie pomiÄ™dzy dwoma kobietami, a wypieki na twarzy nastolatki nadal uparcie trzymaÅ‚y siÄ™ policzków.

Jej rodzina zdążyÅ‚a już siÄ™ przyzwyczaić – do nieznikajÄ…cego szczęścia, które udzieliÅ‚o siÄ™ także im.

I właśnie dlatego wszystkie trzy niemalże od razu rozpoczęły przyjazną pogawędkę.

Bez żadnego konkretnego tematu, zwyczajnie dowiadujÄ…c siÄ™ o tym, jak spÄ™dziÅ‚y dzieÅ„.

Minęła godzina, może dwie, a Å›miechom nie byÅ‚o koÅ„ca.

Przynajmniej tak im siÄ™ wydawaÅ‚o… Dopóki koniec nie nadszedÅ‚. ZadziwiajÄ…co szybko i niespodziewanie.

Najpierw byÅ‚ huk. Bardzo gÅ‚oÅ›ny i otÄ™piajÄ…cy.

Później mÄ™ski, donoÅ›ny gÅ‚os wydaÅ‚ okrzyk, który pociÄ…gnÄ…Å‚ za sobÄ… szereg innych rozmów.

Dziewczyny nie wiedziały, co zrobić. I, tak właściwie, nie mogły nijak zaradzić na zaistniałą sytuację, bo nie wiedziały, co się dzieje.

Widok trzech dobrze zbudowanych mężczyzn w przejÅ›ciu przyprawiÅ‚ je o zawroty gÅ‚owy, a ich serca o maÅ‚y wÅ‚os nie wyskoczyÅ‚y z klatek piersiowych.

Nadzieja złapała za rękę swoją siostrę, spodziewając się najgorszego.

Choć nie potrafiÅ‚a nawet stwierdzić, co może kryć siÄ™ pod tym sÅ‚owem. – Pakować siÄ™. Macie godzinÄ™. – Ten chÅ‚opak…

SpotkaÅ‚a go pani jeszcze kiedyÅ›? – zapytaÅ‚am niepewnie, nie mogÄ…c powstrzymać swojej ciekawoÅ›ci. – Nie.

Choć bardzo chciaÅ‚am i przez pewien czas nawet próbowaÅ‚am, ale po tylu latach walki wreszcie sobie odpuÅ›ciÅ‚am.

Czasami trzeba po prostu pogodzić siÄ™ ze swojÄ… przeszÅ‚oÅ›ciÄ…. – MówiÄ…c to, nikÅ‚y uÅ›miech nie znikaÅ‚ z jej ust.

Za każdym razem, gdy na niÄ… zerkaÅ‚am, czuÅ‚am siÄ™ skonfundowana i zmieszana, bo nie rozumiaÅ‚am, dlaczego, wspominajÄ…c tak wielkÄ… stratÄ™, nadal potrafiÅ‚a siÄ™ uÅ›miechać.

Chyba zauważyła moją minę, bo zaraz pociągnęła temat dalej.

– Ale to nic zÅ‚ego, dziecko.

Å»ycie jest zbyt krótkie, aby caÅ‚e spÄ™dzić je w sposób inny, niż byÅ›my chcieli, wiÄ™c gÅ‚owa do góry.

ZnalazÅ‚am tutaj osobÄ™, którÄ… pokochaÅ‚am równie mocno, poza tym miaÅ‚am przy sobie rodzinÄ™…

Było ciężko, czasami nawet bardzo, ale dawaliśmy radę.

PoczuÅ‚am siÄ™ gÅ‚upio, jak niewychowany i rozpieszczony dzieciak.

ImiÄ™ tej kobiety idealnie odzwierciedlaÅ‚o jej charakter, bo pomimo tak gwaÅ‚townej zmiany, nadal potrafiÅ‚a doszukać siÄ™ jakichÅ› pozytywów i staraÅ‚a siÄ™ podnieść po takim upadku, a ja… Ja miaÅ‚am to, czego tylko zapragnęłam - dach nad gÅ‚owÄ…, jedzenie, mogÅ‚am siÄ™ uczyć - i nadal narzekaÅ‚am, choć tak naprawdÄ™ nie miaÅ‚am na co.

– Co byÅ‚o później? – OdchrzÄ…knęłam, ponownie kierujÄ…c wzrok na jej twarz.

Przyjrzałam się dokładniej każdemu zakamarkowi.

WyglÄ…daÅ‚a jak typowa staruszka, których każdego dnia mija siÄ™ wiele na ulicy.

Pomarszczona, zgarbiona, siwa... A jednak ona posiadaÅ‚a coÅ› wiÄ™cej.

HistoriÄ™. – MusieliÅ›my radzić sobie sami.

Wysadzono nas w jakimÅ› losowym miejscu i dopiero tutaj zaczęła siÄ™ prawdziwa walka o przetrwanie.

ByliÅ›my jednymi z ostatnich grup biorÄ…cych udziaÅ‚ w caÅ‚ej akcji, dlatego ciężko byÅ‚o nam znaleźć jakieÅ› miejsce, w którym moglibyÅ›my siÄ™ osiedlić.

To, co pozostaÅ‚o, byÅ‚o w wiÄ™kszoÅ›ci starymi, poniemieckimi budynkami. SiedziaÅ‚a w kÄ…cie.

ÅšciÅ›niÄ™ta pomiÄ™dzy innymi ludźmi, którzy tak samo jak ona nie wiedzieli, co siÄ™ dzieje i ku czemu zmierzajÄ….

Jej twarz była bez wyrazu. Kamienna, trochę bledsza, ale jednocześnie smutna.

Oczy nabraÅ‚y blasku, jednak spowodowane to byÅ‚o wylanymi wczeÅ›niej litrami Å‚ez, które jeszcze nie opuÅ›ciÅ‚y jej na dobre.

DÅ‚ugie blond wÅ‚osy zmarniaÅ‚y i straciÅ‚y blask, zaczęły sprawiać wrażenie szorstkich oraz brzydkich.

Ona sama przez moment zaczęła zastanawiać się, czy przypadkiem nie umarła.

Rozstanie z miejscem, w którym dorastaÅ‚a, z domem, z przyjacióÅ‚mi i najwiÄ™kszÄ… miÅ‚oÅ›ciÄ… byÅ‚o dla niej w tamtej chwili najgorszÄ… tragediÄ…, jakÄ… mogÅ‚a sobie wyobrazić.

NieodwracalnÄ…, jak koniec Å›wiata. Bo tak to wÅ‚aÅ›nie widziaÅ‚a, jakby jej Å›wiat runÄ…Å‚ i roztrzaskaÅ‚ siÄ™ na milion kawaÅ‚ków, których nie byÅ‚a w stanie posklejać.

Ale zaraz potem rozglÄ…daÅ‚a siÄ™ po otaczajÄ…cych jÄ… przerażonych twarzach i choć mogÅ‚o to być niewÅ‚aÅ›ciwe, w jakiÅ› sposób poprawiaÅ‚o jej samopoczucie. „Nie jestem sama” – czÄ™sto to powtarzaÅ‚a. Przecież byÅ‚o setki, jak nie tysiÄ…ce ludzi, którzy przeżywali to samo, co ona, wiÄ™c zdecydowanie nie na miejscu byÅ‚oby, gdy tak nagle zaczęła zarzucać innych swoimi żalami i smutkiem.

W koÅ„cu pociÄ…g stanÄ…Å‚. Ludzie ucichli, nasÅ‚uchujÄ…c czegoÅ›, co daÅ‚oby jakÄ…kolwiek wskazówkÄ™ na temat tego, gdzie sÄ….

Dopiero po dÅ‚uższej chwili ogromne drzwi wagonowe siÄ™ odsunęły, a stojÄ…cy za nimi ludzie w mundurach nakazali zabrać im swoje rzeczy i wyjść.

Nazwa miejscowoÅ›ci brzmiaÅ‚a Åšwiebodzice, nikomu z niczym siÄ™ nie kojarzyÅ‚a.

A później tak po prostu ich zostawili. – Nie mogliÅ›cie tam później wrócić?

W odpowiedzi dostaÅ‚am cichy, przeciÄ…gÅ‚y Å›miech. – Gdyby to byÅ‚o takie proste… – Kobieta westchnęła, posyÅ‚ajÄ…c mi przelotne spojrzenie. – Niektórzy próbowali i uciekali. Inni wysyÅ‚ali pisma, ale z czasem okazaÅ‚o siÄ™, że nie mamy już do czego wracać. Nasze dawne posiadÅ‚oÅ›ci przeszÅ‚y na wÅ‚asność paÅ„stwa. – Postawili was w sytuacji bez wyjÅ›cia – mruknęłam, myÅ›lÄ…c na gÅ‚os.

– I co byÅ‚o dalej?

No bo w koÅ„cu jest tu Pani teraz ze mnÄ…, możemy o tym rozmawiać…

Ale po drodze na pewno dziaÅ‚o siÄ™ jeszcze wiele innych rzeczy. – Och, no oczywiÅ›cie, że tak – odparÅ‚a niemalże od razu. – U nas zawsze siÄ™ coÅ› dziaÅ‚o.

Na początku było wręcz tragicznie, ludzie nie chcieli się integrować.

Znaczna wiÄ™kszość różniÅ‚a siÄ™ narodowoÅ›ciÄ…, czasem ciężko byÅ‚o nawiÄ…zać choćby normalnÄ… rozmowÄ™.

Grecy, UkraiÅ„cy, pozostaÅ‚a ludność niemiecka, z czasem pojawili siÄ™ nawet Francuzi, którzy pod wzglÄ™dem integracji z mieszkaÅ„cami mieli chyba najgorzej.

Przytaknęłam, zapisujÄ…c to wszystko w swoim notatniku. – Jednak… Ciężko byÅ‚o żyć w ten sposób przez dÅ‚uższy okres czasu. Dlatego maÅ‚ymi kroczkami wszyscy dążyliÅ›my do jednoÅ›ci, aż w koÅ„cu osiÄ…gnÄ™liÅ›my sukces.

Rozmawiałyśmy jeszcze przez długi czas.

Tak naprawdÄ™ o tym, że jest już wieczór, zorientowaÅ‚am siÄ™ dopiero, gdy moja mama zadzwoniÅ‚a do mnie z pytaniem, kiedy wrócÄ™ do domu.

PrzeprosiÅ‚am paniÄ… NadziejÄ™ za zajÄ™cie jej caÅ‚ego dnia, podziÄ™kowaÅ‚am za goÅ›cinÄ™ i w zamian dostaÅ‚am zaproszenie na kolejnÄ… herbatÄ™ w niedalekiej przyszÅ‚oÅ›ci.

SzÅ‚am powoli, samotnie kroczÄ…c po dÅ‚ugiej ulicy. Przez caÅ‚y czas na mojej klatce piersiowej ciążyÅ‚o dziwne poczucie winy i nie potrafiÅ‚am zrozumieć, dlaczego. Przecież nie miaÅ‚am żadnego wpÅ‚ywu na wydarzenia z przeszÅ‚oÅ›ci, nie mogÅ‚am na to zaradzić, nawet nie wiedziaÅ‚am….

Ale może o to wÅ‚aÅ›nie chodziÅ‚o? Å»e nie wiedziaÅ‚am? TraktowaÅ‚am to jak coÅ› nieistotnego, nie interesowaÅ‚am siÄ™ tym, co miaÅ‚o miejsce na dÅ‚ugo przed moimi urodzinami.

Nie czuÅ‚am potrzeby zagÅ‚Ä™bienia siÄ™ w ten temat, co – jak teraz zrozumiaÅ‚am – byÅ‚o gÅ‚upim i prostackim bÅ‚Ä™dem. Jak ktoÅ› może żyć bez Å›wiadomoÅ›ci tego, na czym stoi?

ZupeÅ‚nie nie wiedzÄ…c, dlaczego jest teraz tutaj, a nie gdzieÅ› indziej?

Bo nawet, jeÅ›li te wszystkie wydarzenia nie miaÅ‚y ze mnÄ… bezpoÅ›redniego zwiÄ…zku, to gdyby nie one, w tej chwili mogÅ‚abym być w zupeÅ‚nie innym miejscu.

Wszyscy ludzie budujÄ… swojÄ… historiÄ™, każdy czÅ‚owiek to jedna cegieÅ‚ka tworzÄ…ca coÅ› niewyobrażalnie wielkiego i ważnego. Kolejny dzieÅ„ to kolejna strona książki, jakÄ… piszemy. I teraz to rozumiaÅ‚am.

PrzeszÅ‚ość i historia to najpotężniejsze filary naszego istnienia. I każdy czÅ‚owiek, który stÄ…pa po tej ziemi, powinien o tym wiedzieć.

Malwina Stopyra

Data dodania: 2018-09-23 04:40:19
Data edycji: 2018-09-23 04:49:17
Ilość wyświetleń: 1046

Doradztwo

Wybór szkoły ponadpodstawowej i zawodu to ważna decyzja. Kliknij i poznaj możliwości rozwoju.
Więcej informacji

Ankiety

Weź udział w jednej z ankiet szkolnych! Twoja opinia jest ważna!
Więcej informacji

Kalendarz

Klasy

Przejdź na stronę swojej klasy zobacz najnowsze wpisy i bądź na bieżąco!
Więcej informacji

“Per aspera ad astra

Przez ciernie do gwiazd”

Cytat

Nasi Partnerzy

Bądź z nami
Aktualności i informacje
Biuletynu Informacji Publicznej
Logo Facebook
Facebook
Biuletynu Informacji Publicznej